Relacja z rejsu jachtem Vivien 28 po Pomorskim Szlaku Żeglarskim

Relacja Adama Piotrowskiego z rejsu jachtem Vivien 28 na przełomie kwietnia i maja 2019 r. na trasie Zalew Wiślany – Szkarpawa – Przekop Wisły – Jastarnia – Puck – Gdynia – Sopot – Gdańsk – Martwa Wisła – Szkarpawa – Wisła Królewiecka – Zalew Wiślany.






 


 

Szlaki, którymi się poruszaliśmy, są doskonale opisane, więc kwestie locyjne w relacji ograniczone zostały do niezbędnego minimum i nowości, które można spotkać na szlaku. Przy planowaniu trasy i podczas rejsu korzystaliśmy z opisów na stronie zalewwislany.pl oraz przewodników „Polskie wybrzeże Bałtyku” autorstwa Marcina Palacza (wyd. pierwsze, Nautica, 2018) i „Pętla Żuławska – Przewodnik turystyki wodnej” (wyd. trzecie, Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, 2013). Bardzo przydała nam się również wgrana na tablet mapa Navionics.

25.04., Zalew Wiślany - Szkarpawa

Wycieczka tak naprawdę zaczęła się dzień wcześniej - postanowiliśmy (z żoną Anią) pokonać trasę z Warszawy nad Zalew wieczorem po pracy, żeby móc wcześnie rozpocząć czarter. Przy okazji odkryliśmy, jak niesamowitą krainą jest Wysoczyzna Elbląska – tuż za Elblągiem droga wspina się na zielone szczyty, z którym rozpościera się wspaniały widok na Zalew Wiślany. Noc spędziliśmy w folwarku w Kadynach, który sam w sobie jest atrakcją turystyczną.

Rano robimy zakupy w Braniewie i meldujemy się na przystani w Nowej Pasłęce. Do przystani prowadzi klimatyczny, choć nieco hałaśliwy most z drewnianych belek na metalowej konstrukcji – niegdyś zwodzony, obecnie unieruchomiony. Od razu widać, że poziom wody w rzece jest bardzo niski – jak informują nas pan Ryszard i pani Grażyna Doda, opiekunowie przystani, a zarazem właściciele jachtu, który czarterujemy, wiejący przez ostatnie dni silny wiatr z południowego wschodu (5B) dosłownie wywiał wodę z Zalewu Wiślanego.

Już niedługo (boleśnie) przekonamy się o tym na własnej skórze. Przekazanie jachtu przebiega bardzo sprawnie, przy okazji otrzymujemy od bardzo pomocnych „czarterodawców” dodatkowe mapy, materiały dotyczące Pętli Żuławskiej i praktyczne wskazówki dotyczące tych wód. Na wyposażeniu jachtu zabrakło tylko krótkofalówki – naprawdę warto się w nią wyposażyć! Ształujemy bagaże i prowiant, w międzyczasie wiatr zelżał do 3-4 B, a słońce przypieka, jak gdyby był środek wakacji, a nie kilka dni po Wielkanocy. Cumy z polera, na wodę dziób! Po drodze mijamy zwisające smutno Y-bomy – zwiastun naszych kłopotów.

 

Nasz jacht ma zanurzenie 50/155 cm, więc płynąc Pasłęką do jej ujścia do Zalewu bacznie obserwujemy wskazania echosondy. Zahaczamy mieczem i płetwą sterową o dno tylko w jednym miejscu – przy przetoce na prawym brzegu. Trzeba trzymać się od niej z daleka!

W ujściu nie udaje nam się odnaleźć tyczki, którą wystawia p. Ryszard dla celów nawigacyjnych. Głębokość spada błyskawicznie, po czym lądujemy na wielkiej, piaszczystej mieliźnie. W tym momencie zauważamy tyczkę, a w zasadzie metalową rurę – leżała na wodzie dobre 20 m na lewo od nas, tymczasem mieliśmy zostawić ją po prawej burcie. Tak oto zaliczam pierwszą kapiel w tym sezonie – miecz góra, ster góra i wspólna praca „z krzyża” w połączeniu z 10 KM silnika Suzuki wyciągają nas z opresji. Przed nami bezkres wód Zalewu i pustka, którą pamiętamy z pierwszego rejsu po tym akwenie. Było to w 2011 r., wtedy najdalej dotarliśmy do portu rybackiego w Nowej Karczmie (Piaskach). Obieramy kurs na zachód – od ujścia Pasłęki do Kątów Rybackich to niemal 20 mil morskich!

Płyniemy bez specjalnego planu, bo wiatr ma gasnąć. I gaśnie, ale nie całkiem, więc delektujemy się tym pierwszym dniem rejsu i tak dopływamy o zachodzie słońca do stawy Gdańsk. Temperatura spada bardzo szybko, więc zrzucamy żagle i obieramy za cel przystań w Osłonce.

Ujście Szarpawy i Nogatu do Zalewu jest dobrze oznakowane, ale spada widoczność, więc wspieramy się również mapą elektroniczną. Do przystani dopływamy już po ciemku, wyjmuję więc szperacz, ale okazuje się, że na kei czeka przemiły bosman, wskazując nam miejsce latarką. Wcześniej przestawił dwa hausbooty, żeby zrobić dla nas miejsce. Od razu czujemy się jak w domu! Godzinę po nas do przystani dobija przerobiona na hausboot dezeta z Elbląga, z szantowym towarzystwem rybnicko-warszawsko-łódzkim na pokładzie. Wyjmujemy więc gitarę i korzystamy z zaproszenia na pyszne nalewki.

25.04., Szkarpawa

Poranek wita nas iście sierpniowym upałem – 27 °C w cieniu! Z przystani w Osłonce warto wybrać się na spacer do pobliskiej przepompowni. Po drodze można podziwiać widoki na Szkarpawę:

Według przewodników przepompownia jest dostępna dla zwiedzających po uprzednim uzgodnieniu z Zarządem Melioracji i Urządzeń Wodnych Województwa Pomorskiego (tel. 058 343 22 54). Nam się niestety nie udało do nikogo dodzwonić, ale budynek z zewnątrz też jest ciekawy i nawet bez wchodzenia na teren obiektu dobrze widać, jak duża jest różnica poziomów wody w Szkarpawie i kanale przecinającym polder Marzęcino.

Co ciekawe, teren ten został osuszony dopiero w latach 40. XX wieku – wcześniej pokryty był wodami Zalewu Wiślanego. Dlatego mówi się, że to najmłodszy kawałek ziem Polski. Pamiątką po tych czasach jest śluza w Marzęcinie, która stoi obecnie… w polu.

Po spacerze ruszamy dalej, w stronę Rybiny, śpiesząc się na otwarcie mostu o 14:00. Przed rejsem z niepokojem śledziliśmy wymianę pism w sprawie remontu tego mostu, która toczyła się pomiędzy Zarządem Dróg Wojewódzkich w Gdańsku i gdańską delegaturą Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Bydgoszczy: http://www.petlazulawska.com/node/9430. Brawa dla Dyrektora UŻŚ za stanowczą, prowodniacką postawę w tej sprawie – dzięki niemu remont odłożony został do jesieni, a my nie musieliśmy martwić się na zapas tym, czy nasz jacht z położonym masztem zmieści się pod zamkniętym przęsłem. Zgodnie ze znakiem na moście prześwit wynosi 1,6 m.

Za mostem stawiamy foka i korzystamy z południo-wschodniego wiatru. Linie energetyczne na Szkarpawie zawieszone są wysoko, choć każde przejście pod nimi wiąże się z niepotrzebnymi emocjami. Zdecydowanie opowiadamy się za ich skablowaniem i przepuszczeniem pod dnem rzeki. Płynąc na foku, trzeba uważać w zakolach rzeki – po wewnętrznej potrafi być płytko, ale co do zasady płynęliśmy z opuszczonym mieczem.

Na noc zatrzymaliśmy się w kolejnej sympatycznej przystani na szlaku – Marinie Żuławki. Uwaga przy podejściu – potrafi być płytko! Wszystko zależy od poziomu wody w Szkarpawie, który podlega mocnym wahaniom. Z Mariny warto wybrać się na spacer do wsi Żuławki (10 min), w której zachowało się kilka domów podcieniowych i położonej nieco dalej (30 min) Drewnicy, w której znajduje się wiatrak Koźlak, a w zasadzie to, co z niego zostało.

27.04, Szkarpawa – Przekop Wisły – Jastarnia

W 2019 r. sezon ze stałymi godzinami otwarć mostu zwodzonego w Drewnicy zaczynał się 28.04, więc dzień wcześniej zgłosiliśmy operatorowi chęć skorzystania z przeprawy (teoretycznie powinno się to zrobić z 2-dniowym wyprzedzeniem, ale w praktyce wszyscy operatorzy mostów na Żuławach byli nam bardzo życzliwi i zawsze udawało się odejść od sztywnych reguł). Umówiliśmy się na 9:00, wszystko poszło zaskakująco sprawnie i za chwilę znaleźliśmy się w Śluzie Gdańska Głowa. Jest to imponująca, historyczna konstrukcja o ciekawym rozwiązaniu technicznym – za zachodnimi wrotami śluzy nad wodą przebiega most obrotowy dla pieszych i lekkich pojazdów, otwierany na życzenie żeglarzy przez operatora śluzy. My płyniemy z postawionym masztem, więc prosimy o tę usługę.

Królowa polskich rzek wita nas flautą, ale czuć na sterze mocny nurt. Powietrze pachnie morzem. Płyniemy z prądem na silniku nerwowo sprawdzając prognozę pogody – w połowie dnia sielanka ma się skończyć, ale do tego czasu warunki wydają się idealne do wyjścia na Bałtyk przez Przekop Wisły.

Decyzja podejmuje się sama – niepostrzeżenie mijamy Przegalinę i stwierdzamy, że nie ma sensu się wracać. Zaczyna wiać z północy, dokładamy więc obrotów. Nasza mapa Przekopu w Navionicsie nie jest zbyt dokładna, przeszukujemy więc Internet w poszukiwaniu porad innych żeglarzy. Na sailforum znajdujemy aktualne mapy z batymetrią i w skupieniu meandrujemy między mieliznami. Przeważnie jest głęboko, powyżej 2 m, ale w jednym miejscu przycieramy o dno. W końcu wychodzimy na głęboką wodę i oddychamy z ulgą – to miejsce zdecydowanie wymaga prac pogłębiarskich.

Wieje korzystnie, stawiamy oba żagle i bejdewindem prawego halsu kierujemy się w stronę Jastarni.

Po drodze chmurzy się i spada widoczność, a wiatr siada zupełnie, akurat jak przecinamy rutę do portu w Gdańsku. Robi się nerwowo, więc odpalamy silnik i omijamy statki, weryfikując przy okazji odległości do Gdyni, Gdańska i Helu. Koncepcja zmienia się z każdym podmuchem z innej strony świata. W końcu zaczyna mocno wiać z zachodu (4-5 B), więc wracamy do pierwotnego planu i – tym razem bejdewindem lewego halsu – mkniemy do Jastarni. Oprócz Kaszycy nawigację ułatwia nam chmura kite-ów na horyzoncie – nic dziwnego, to już sobota przed majówką, a warunki do uprawiania tego sportu są wyśmienite. W porcie jachtowym jest pusto i cicho, sezon zacznie się dopiero 1 maja. Najważniejsze, że na kei jest prąd – zanim odpalimy webasto, można się będzie dogrzać farelką.

Bosman poleca nam zjeść w restauracji Homar – rzeczywiście warto! Można tam też kupić ryby na wynos. Polecamy zwłaszcza śledzie. Po drodze do miasta mijamy kino Żeglarz i robimy zdjęcia kartki z repertuarem – na kolejne dni zapowiadany jest deszcz i sztorm, więc to może być nasz ratunek.

28-29.04, Jastarnia

Prognoza się sprawdza – leje i wieje. Mimo wszystko staramy się skorzystać z faktu, że dopłynęliśmy na mierzeję, i spacerujemy nad morze oraz do schronów Ośrodka Oporu Jastarnia. Wieczorami urządzamy sobie prywatny festiwal filmowy. O jego poziom artystyczny dbają 3 pokolenia miłośniczek kina: babcia Urszula, mama Dagmara i wnuczka Patrycja, prowadzące Żeglarza. Mimo ograniczonych środków dbają o budynek kina i bogaty program kulturalny. Warto wspierać takie miejsca! Łącznie oglądamy 4 filmy: Winni (duński), Przedszkolanka (USA), Anioł (hiszp./arg.) i Dogman (włoski). Winnych i Anioła zdecydowanie warto obejrzeć!

 

30.04., Jastarnia – Puck – Gdynia

Z samego rana ruszamy do Pucka – kolebki Polski Morskiej! Po drodze mijamy Ryf Mew, czyli Rybitwią Mieliznę, po której co roku maszerują uczestnicy Marszu Śledzia. W Zatoce Puckiej wprost roi się od optymistów, zwłaszcza na torze podejściowym – należy zachować wzmożoną czujność. W Pucku można stanąć w przystani przy molo albo w porcie rybackim. Decydujemy się na tę drugą opcję, co Ania przypłaca zamoczeniem butów podczas podawania cumy rufowej – Y-bomy są tam bardzo wąskie i nie nadają się do chodzenia. Warto wejść głębiej do portu i poszukać miejsca przy betonowym nabrzeżu. Tuż obok portu, w Maszoperii, serwują pyszną zupę rybną. Warto również wybrać się na stary rynek.

Tradycje morskie Pucka sięgają co najmniej średniowiecza. W XVI i XVII wieku okresowo stacjonowała tu królewska flota kaperska, której bazę przeniósł z Gdańska do Pucka król Zygmunt August w 1567 r. Z innym monarchą, Władysławem IV, wiąże się z kolei historia nazwy miasta Władysławowo – aby wzmocnić możliwości obronne Pucka, postanowił założyć dwa forty – Kazimierzów i Władysławów. W pobliżu tego drugiego powstał port, którego nazwę początkowo zapisywano jak Władysław, a później już Władysławowo. Trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale Puck był również pierwszym portem wojennym II RP – przed przeniesieniem do nowopowstałej Gdyni. Wszystkie te wydarzenia upamiętnione są odpowiednimi tablicami, podobnie jak zaślubiny Polski z morzem (te z 10 lutego 1920 r. - w tym roku obchodzimy stulecie), którym poświęcono pomnik z rekonstrukcją pamiątkowego słupa i popiersiem Józefa Hallera. Na zdjęciu w tle widać nasz jacht i nieszczęsne Y-bomy:

Po południu wypływamy w stronę Gdyni, gdzie właśnie otwarto nową marinę – Yacht Park.

Żeby do niej dotrzeć, trzeba przepłynąć przez Basen Prezydenta, co powinno się wcześniej zgłosić w kapitanacie portu. Nie mamy UKF-ki, dzwonimy więc na telefon stacjonarny. Dostaliśmy upomnienie na przyszłość i zgodę na wpłynięcie teraz. Po drodze niespodzianka – przy Nabrzeżu Pomorskim stoi francuski żaglowiec „Le Marité”. Ładnie się prezentuje, ale przy Darze wygląda jak ubogi krewny.

Nowa marina, zbudowana przez PHN na terenach dawnego Dalmoru, została oficjalnie otwarta 26 kwietnia, ale stoi w niej… jeden jacht. Jak się okazało na miejscu, prace budowlane jeszcze się nie zakończyły – według stanu na koniec kwietnia gotowy nie był jeszcze budynek, w którym zaplanowano bosmanat i sanitariaty. Na kei jest prąd i woda, ale zapomniano o… szybkozłączkach. Wraz z sympatycznym bosmanem kombinujemy z taśmą izolacyjną, ale nie udaje się napełnić zbiorników. W ramach rekompensaty bosman pomaga nam odebrać z dworca kolejowego przyjaciół, którzy dołączają do naszego rejsu. Serdeczne dzięki!

1.05., Gdynia – Sopot – Gdańsk

Zgodnie z prognozą o 17:00 ma zacząć padać, więc z samego rana ruszamy do Sopotu. Krzysiek i Monika są pierwszy raz na żaglach, więc przechodzą przyspieszony kurs bezpieczeństwa, sterowania i węzełków. Wpływamy do mariny przy molo i po tłumach spacerowiczów orientujemy się, że to 1 maja. Mało tego, 15-lecie akcesji Polski do UE. Wystajemy swoje w kolejce po gofry i wpadamy do nieznanego nam wcześniej Lasu na pyszną kawę. Dzięki K&M!

Pogoda się pogarsza, więc wracamy na jacht i ruszamy w stronę Gdańska. Udaje nam się dojść na żaglach prawie pod zachodnią główkę portu. W drodze do mariny Sienna Grobla podziwiamy przemysłowe krajobrazy. Szczególne wrażenie robi jednostka Seven Mar firmy Subsea 7 z 400-tonową windą do wydawania rur i budynek dawnej Poczty Morskiej należący obecnie do portu Gdańsk.   Niestety nie udało mi się ustalić, jakie są obecnie plany właścicieli wobec tego statku i budynku – w obu przypadkach ostatnie informacje dostępne w sieci pochodzą z 2018 r. Może ktoś coś słyszał?

Punkt 17:00, w pierwszych kroplach deszczu, meldujemy się przy kei. Dzięki, ICM!

Przystań Sienna Grobla położona jest nieco na uboczu, ale to jej niewątpliwa zaleta – w Szafarni nad głową przetaczają się rzesze turystów, tu panuje cisza i spokój. To również doskonałe miejsce do uzupełnienia zapasów paliwa – stacja LOTOS jest w zasadzie częścią mariny.

2.05, Gdańsk

Powtarza się sytuacja z Jastarni – leje i wieje. Postanawiamy przeczekać jeden dzień i pokorzystać z uroków życia w dużym mieście. Jesteśmy chyba pierwszymi klientami hotelowego spa, którzy bardziej cieszą się z ciepłego prysznica niż z sauny. Dzięki PURO Gdańsk!

3.05, Gdańsk – Martwa Wisła – Szkarpawa

Dalej wieje, ale ma się rozpogadzać, więc bladym świtem ruszamy w drogę powrotną na Zalew. Nie lubię pływać dwa razy tą samą drogą, więc korzystając z tego, że mamy więcej rąk do pracy, decydujemy się popłynąć Martwą Wisłą. Z położonym masztem mijamy kolejno mosty: Siennicki, kolejowy i Jana Pawła II. Zaraz za tym ostatnim stawiamy maszt i foka, bo fajnie wieje z zachodu. Szybko pokonujemy kolejne mile i o 8:30 meldujemy się na nowym, zwodzonym moście w Sobieszewie. Jak zwykle przydaje się wcześniejszy kontakt telefoniczny – operator podnosi przęsła dokładnie w momencie, w którym nadpływamy, nie musimy nawet zrzucać foka i odpalać silnika.

Wiatr skręca wraz z rzeką i wieje z NW. Planowaliśmy zatrzymać się w Marinie Błotnik, ale żal nie wykorzystać takiej pogody – wychodzimy przez Przegalinę na właściwą Wisłę. Tym razem woda jest skotłowana, prąd spotyka się z przeciwnym wiatrem tworząc krótką, nieprzyjemną falę.

Płyniemy na samym foku, a i tak robimy 4-5 węzłów. Śluzowanie w Gdańskiej Głowie zabiera dużo czasu, bo czekamy na inną jednostkę. W efekcie lądujemy na moście w Drewnicy dokładnie między godzinami otwarcia mostu. Uprzejma prośba przez telefon i przęsło się otwiera. Można? Można.

Na noc stajemy w sprawdzonej Marinie Żuławki. Nie ma tam zbyt wiele wygód, ale można podładować akumulator i napełnić zbiorniki na wodę. Sanitariatom i kranom do mycia naczyń przydałby się remont, ale te drobne niedociągnięcia rekompensuje bliskość przyrody.

3.05, Szkarpawa – Wisła Królewiecka – Zalew Wiślany

Odcinek z Żuławek do Rybiny znów płyniemy pod żaglami, dzięki czemu możemy po drodze słuchać wiosennego śpiewu ptaków.

Silnik włączamy dopiero przed obrotowym mostem kolejowym, żeby zdążyć przed jego zamknięciem. Zgodnie z filozofią niepowtarzania tej samej drogi, na Zalew postanawiamy wrócić Wisłą Królewiecką. Stajemy przy pomoście przed północnym mostem drogowym. Z tego miejsca dobrze widać pracę operatorów mostu kolei wąskotorowej z 1906 r. i przejazd pociągu Żuławskiej Kolei Dojazdowej – to unikalna atrakcja turystyczna.

Przy kei można się przygotować na przejście pod mostem, którego zwodzone przęsło jest niestety od lata 2018 unieruchomione. Kładziemy maszt i – na wszelki wypadek – odpinamy bramkę. Zgodnie ze znakiem na moście prześwit wynosi 2,2 m. Przechodzimy ze sporym zapasem, a za mostem znów stawiamy maszt i foka. Wisła Królewiecka jest płytsza i węższa niż Szkarpawa, ale przez to bardziej dzika i malownicza. Trzeba śledzić wskazania echosondy i w razie czego pracować mieczem, ale poza tym na szlaku aż do mostu w Sztutowie nie ma żadnych przeszkód.

Przed mostem na wysokości 15,5 m nad linią wody przechodzi linia elektroenergetyczna. Teoretycznie nadal mamy zapas, ale kolejne linie, na odcinku między mostem a Zalewem, i tak mają tylko 13,5 m, więc decydujemy się położyć maszt już teraz. Nie warto ryzykować. Przepływamy pod dość wąskim mostem w Sztutowie, z którego sypią się nam na głowy resztki ptasich gniazd i pajęczyn – operator informuje nas, że jesteśmy pierwszą jednostką przechodzącą pod mostem w tym roku!

 

Na Zalewie dalej wieje z zachodu, więc płyniemy wzdłuż północnego brzegu jednym halsem. Po drodze mijamy pas mierzei wiślanej przygotowany do budowy przekopu.

Po południu meldujemy się w basenie jachtowym im. Leonida Teligi w Krynicy Morskiej. Stąd obowiązkowy spacer na bałtycką plażę i chwila odpoczynku w kokpicie po długim dniu na wodzie.

3.05, Zalew Wiślany

Krynica Morska to kolejny bardzo dobrze zarządzany port, z pełną infrastrukturą. Jego jedynym mankamentem jest brak dobrego osłonięcia przed zafalowaniem od strony S i SW. Zgodnie z informacjami z jesieni 2019 r., zaplecze techniczne mariny ma zostać rozbudowane, a na pirsie południowym powstać mają nowe stanowiska do cumowania. O rozbudowie pirsu pasażerskiego, który osłoniłby port od zafalowania, ani słowa.

Do zamknięcia pętli został nam już tylko przeskok na drugą stronę, do Nowej Pasłęki. Pomni doświadczeń z początku rejsu płyniemy blisko kamiennej grobli stanowiącej zachodnią głowicę ujścia rzeki do Zalewu. Wchodzimy powoli, na foku, z podniesionym do 2/3 mieczem. Na chwilę stajemy, ale wiatr i fala dosłownie wpychają nas do środka. Cumujemy szczęśliwi w tym samym miejscu, z którego wypłynęliśmy 8 dni wcześniej. Bez strat w ludziach i sprzęcie!

Przed podróżą powrotną odwiedzamy jeszcze restaurację Mały Holender mieszczącą się w pięknym domu podcieniowym w Żelichowie nad Tugą (5 km na północ od Nowego Dworu Gdańskiego). Dom został tu przeniesiony z miejscowości Jelonki i odtworzony z zachowaniem oryginalnego układu pomieszczeń. Można w nim nie tylko pysznie zjeść, ale też zrobić zakupy na wynos – polecamy sery!


Zalew Wiślany i Zatoka Gdańska to doskonałe akweny treningowe dla stawiających pierwsze kroki w samodzielnych rejsach morskich. Warto połączyć rejs po tych wodach z wizytą na Żuławach – czy to od strony lądu, czy – tak jak my – od strony wody. Szkarpawa i Wisła Królewiecka to unikalne przyrodniczo i krajobrazowo rzeki, po którym warto pływać nie tylko na silniku! Vivien 28 sprawdził się na trasie rejsu doskonale – niskie zanurzenie bez miecza i solidny balast wewnętrzny to dwie cechy, które pozwoliły nam swobodnie pływać po śródlądziu i nie bać się wychylić na słoną wodę.

Szczegóły rejsu powoli się zacierają, ale chętnie odpowiemy na wszystkie pytania, zwłaszcza, że zbliża się kolejny sezon żeglarski. Prosimy kierować je na adres: adam.piotrowski.ldz@gmail.com.

Adam Piotrowski, Warszawa, 07.02.2020 r.

Odpowiedzi

Dodaj nową odpowiedź