Wisła Królewiecka - most zwodzony Sztutowo
Nogat to południowe ramię Pętli Żuławskiej
Tuga-Święta - najpiękniejszy szlak Pętli

Cieplicówka

Cieplicówka - szlak na uboczu
Cieplicówka to rzeka, która stanowi jedno z ramion dawnej delty Nogatu i łączy się z Zalewem Wiślanym. Jej "wlot" na Zalew sytuuje się pomiędzy Zatoką Elbląską a ujściem Nogatu/Szkarpawy do Zalewu. Mniej więcej na środku tego odcinka, no może nieco z "odchyleniem" w stronę Zatoki Elbląskiej. Choć rzeka na mapach wygląda obiecująco, to problemem jest wszechobecna roślinność wodna, rzęsa, trzcinowiska przegradzające miejscami nieomal całą szerokość rzeki. Nawija się na śrubę, blokuje układy chłodzenia naszych przyczepnych silników. Dodatkowo na szlaku są dwa mosty, z bardzo niskim "światłem" przejścia. Jeden z nich dawniej - (czyli przed wojną) był otwierany.
Jeśli jednak już odwiedzicie wszystkie zalewowe porty, dotrzecie nawet do Jagodnej i Łaszki a rzeką Pasłęką dopłyniecie do Braniewa, jeśli poznacie uroki starego portu rybackiego w Kątach Rybackich (jak napisaliśmy "dzikiej przystani rybackiej"), możecie spróbować "wetknąć nos" w Cieplicówkę. Ale doradzamy umiarkowanie, bo możecie tam utknąć na dłużej! 

Eksploracji tego odcinka podjął się nieco przez przypadek Adam Żyszkowski, co opisał w relacji dla naszego portalu. Jego relacja i zdjęcia poniżej. Dziękujemy!



Żeglarska wyprawa eksploracyjna

Na początku kilka słów wstępu. Już w kwietniu 2007 padł pomysł aby wrześniu, po obozach pokonać szlak Elbląg – Ostróda, kusiły nas zwłaszcza pochylnie na Kanale Elbląskim. Jak zwykle apetyt rósł w miarę jedzenia, zatem wymyśliliśmy, że oprócz kanału to wyjdziemy sobie jeszcze na Zalew Wiślany, zobaczymy z czym to się je i jak tam jest.

Teraz robimy gwałtowny skok w czasie. Relacja z całego rejsu jest na stronie www.wdal.pl , natomiast w tym artykule postaram się w miarę zwięźle opisać naszą próbę przejście Cieplicówki.

W Internecie nie było do tej pory żadnych informacji o tym kanale (rzece). Szukaliśmy przez telefon. Agata, która siedziała przed komputerem w pracy dostała takie zadanie: „sprawdź czy to da się przejść”. Po kilkunastu minutach odebrałem telefon z informacją. Da się, w poprzek po moście, innych informacji brak. Agata – dziękuję!

Na potrzeby tej relacji wykorzystałem nasze zdjęcia i kawałek mapy turystycznej „Mierzeja Wiślana”, wydanej przez wydawnictwo Eko Kapio z Gdańska, w 2005 roku www.eko-kapio.pl , w skali 1:50000. Linie siatki na mapie poprowadzone są co 8cm, zatem odległości na tym fragmencie mapy łatwo oszacować.



Czym płynęliśmy?

Żeglowaliśmy w dwie załogi, na dwóch Morsach – jeden RT, o nazwie „W Dal”, drugi turystyczny, „Monada”. Niewątpliwą zaletą tych jachtów jest ich minimalne zanurzenie – z podniesionym mieczem i sterem jachty mają 20 – 30 cm zanurzenia. Ponadto oba mają płaskie dno, zatem w miarę łatwo pokonują pokłady wodnego zielska. Szczerze odradzam wchodzenie w kanał jachtem balastowym, albo balastowo – mieczowym. Wyplątanie się z wodorostów może być bardzo trudne. Chyba, że mamy baaardzo mocny silnik, który przemieli wszystko.

UWAGA – jacht musi mieć możliwość położenia masztu. O ile o most można się po prostu oprzeć, o tyle po drodze do pierwszego mostu są druty energetyczne.

Co nas skłoniło do wejścia na Cieplicówkę?
Powód był banalny. Asia musiała dostać się do Elbląga, na pociąg do domu. Próbowaliśmy iść do Elbląga normalną drogą (na mapie ujście rzeki Elbląg jest po lewej, czyli zachodniej stronie Zatoki Elbląskiej, równoległe do niej), przez most pontonowy w Nowakowie. Most ten otwierany jest w określonych godzinach, ale panowie obsługujący most zerwali się na nasz widok (25 minut przed czasem), zabrali się za otwieranie i na tym się skończyło. Okazało się, że północny wiatr napchał wody w rzekę, podniósł się poziom wody i nie ma możliwości otworzenia mostu. Pozostało nam iść naokoło, przez Nogat. Ale od czego są mapy? Popatrzyliśmy na taką, wypatrzyliśmy ów kanał i… no, skoro jest na niebiesko i w miarę szeroko, po drodze jakiś most zwodzony, to chyba da radę, nie? Zanurzenie mamy minimalne przecież! Próbujemy! Najwyżej się nie uda, a przy pierwszym moście jest przystanek PKS, Asia w razie czego jakoś dojedzie do Elbląga.



Wejście (czarna strzałka na mapie)

Nie spodziewajcie się, że wejście będzie jakkolwiek oznakowane. Po prostu nie ma nawet pół zardzewiałej boi. Nic. Po prostu po wyjściu z rzeki Elbląg na Zalew skręciliśmy w prawo na zachód, potem jeszcze raz lekko prawo, tak aby podejść pod południowy brzeg Zalewu i tak płynęliśmy (cały czas na silnikach, wiatru nie było nic a nic) z nadzieją, że wejście do Cieplicówki nam się po prostu otworzy.

Na fragmencie mapy widać wąski kanałek (zaznaczony zieloną strzałką). Nie pchajcie się w niego, jest totalnie zarośnięty trzciną. Od strony zalewu chyba zobaczyliśmy wejście w ten kawałek wody, potem, już od strony Cieplicówki zobaczyliśmy południowe wejście do tego kanału, wyglądało jeszcze gorzej. O tym kanałku więcej informacji nie będzie.



Wracamy do Cieplicówki. Wejście rzeczywiście nam się po jakimś czasie (jakim? Nikt nie patrzył na zegarek) otworzyło, wyglądało bardzo zachęcająco. Długa prosta, szeroki pas wody. Głębokością się nie przejmowaliśmy, miecze od razu poszły do góry.

Podpowiedź – podczas południowych wiatrów (lub zaraz po ustaniu północnych; tak było w naszym przypadku) woda wypływa z Cieplicówki do Zalewu i na samym Zalewie tworzy się wstążka wodorostów, szeroka na 1,5m, długa na kilkaset metrów. To może nam podpowiedzieć gdzie jest wejście. Jak wchodziliśmy w kanał to tego efektu nie było, zobaczyliśmy go dopiero wychodząc z kanału (jak wchodziliśmy prąd wody jeszcze się nie zmienił).

Żegluga Cieplicówką.
Sam początek wygląda bardzo obiecująco. W miarę szeroko, około 5m, miejscami więcej. Pamiętajcie o linii energetycznej! Trzeba położyć maszt. Nie ma żadnego oznakowania co do prześwitu pod drutami, lepiej nie ryzykować.

Do pierwszego zakrętu szło świetnie. Pierwszego – na mapie to jest ten od którego odchodzi na wschód „Transgraniczny Szlak Rowerowy R64, brązowe kropki).
Po przejściu tego zakrętu nasze miny mocno zrzedły, wypowiedzieliśmy magiczne słowo na literę k, powszechnie uznane za wulgarne… Jednocześnie zobaczyliśmy most. Niecały kilometr przed nami. Pierwszy most, zaznaczony czerwoną strzałką na mapie. Już wiedzieliśmy, że Asia pojedzie PKS-em od pierwszego mostu… Raz, że pora była późna, dwa że po takim zielsku raczej nie mieliśmy szans przejścia. Potwierdziło się to za chwilę.

Jak wyglądała żegluga? Na silniku Tohatsu, o mocy 5KM, tak (miecz podniesiony, płetwa sterowa w poziomie):
a) płyniemy, coraz wolniej, na śrubę nawija się coraz więcej zielska, stoimy.
b
) wyłączamy silnik, wyciągamy go z wody.
c
) czyścimy śrubę z wodorostów
d
) silnik do wody, uruchamiamy
e
) bieg, pełny gaz
f
) przepływamy 50 – 80 metrów
g
) powrót do punktu a)

Doszliśmy do pierwszego mostu, już zapadła decyzja, że tu zostajemy, jest PKS, nawet jeździ. Zacumowaliśmy do filara, wzbudzając powszechne zainteresowanie miejscowej ludności, przejeżdżającej mostem. „Monada” postanowiła iść dalej.



Przejście pod pierwszym mostem.
Na pierwszy rzut oka widać, że jest bardzo nisko. Prześwit to góra 1,50m, oczywiście uzależniony jest od aktualnego poziomu wody. „Monada” (Mors turystyczny, zatem wyższy o 15cm od popularniejszego RT) przechodzi pod spodem, ale musieliśmy (-śmy, bo wsiedliśmy na ich pokład aby pomóc) zdjąć maszt z krzyżaka, odchylić go trochę na bok i opuścić niżej. Krzyżak (stały, nie demontowalny) przeszedł w zasadzie na styk, było kilka cm zapasu.
„W Dal” przeszłaby też tylko z masztem zdjętym z krzyżaka. Jeżeli macie bramę, czy wytyk do kładzenia masztu to musicie go zdemontować.



Za mostem.

„Monada” przeszła jeszcze może 200m. Zaraz zrobiło się ciemno, poza tym silnik odmówił współpracy. Padło chłodzenie. Baliśmy się tego cały czas, te silniczki absolutnie nie są przystosowane do pracy w tak ekstremalnych dla nich warunkach. Co znaczy padnięty silnik na jachcie tej wielkości, mającym w planie kanałowy rejs chyba nie muszę tłumaczyć (dlatego wychodziliśmy z Cieplicówki holując „Monadę”; chłodzenie udało się potem naprawić). Za mostem było dokładnie tak samo, jak przed. Może nawet gorzej. Zarośnięte totalnie.

Cieplicówka od południa, patrząc od strony Nogatu.

Kanał wygląda dokładnie tak, jak jezioro Druzno w bok od szlaku. Jedno wielkie bagno.

Prąd.

Występuje. Jest tak minimalny, że można pominąć. Nijak go nie odczuwaliśmy, jedyna oznaka to wodorosty ułożone w jedną stronę. Według mnie zależy od kierunku wiatru.

Informacje uzyskane od miejscowej ludności. Wszystkie traktujemy na zasadzie „podobno”.
a
) czasami pływa tędy jakiś rybak. Na nasze pytanie czym padła odpowiedź „a taką łódką”.
b
) prześwit pod drugim mostem jest gorszy, „nie przepłyniecie”.
c
) drugi most się nie otwiera

Jak pokonać Cieplicówkę?
Według mnie kajakiem. Albo poduszkowcem. Albo naprawdę niskim, płytko zanurzonym, wodorostoodpornym pływadłem. Jachtem niestety nie.

Jak było kiedyś? Jak będzie? Moje przypuszczenia.
Kanał zapewne był żeglowny. Świadczy o tym drugi most, który wg mapy jest zwodzony, wg miejscowego chłopaka się nie otwiera, pewnie jak go zamknęli w 1945 tak został… A będzie tak samo. Do Elbląga można iść albo Nogatem i potem Kanałem Jagiellońskim (na mapie tego już nie ma), albo rzeką Elbląg. Nikt nie zainwestuje dużych pieniędzy w otwarcie szlaku, który nie przyda się właściwie nikomu.

Więcej zdjęć z rejsu eksploracyjnego w galerii - tutaj
Adam Żyszkowski

Odpowiedzi

na drutach dodany przez Anonim
Tragedia dodany przez salsa
nieszczęście dodany przez Anonim

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź